Tarnica - prawie jak Giewont
Sierpień i pogoda wymarzona w sam raz na połoniny.
Wyprawa na najwyższy szczyt Bieszczad, zaczęła się w Ustrzykach Górnych.
Start prawie dokładnie 11:24 z parkingu w Ustrzykach Górnych - byle do przodu.
Szlak prowadzi nas przez Szeroki Wierch (1315 m n.p.m.), dalej przez Przełęcz (1275 m n.p.m.), by dotrzeć do celu wędrówki - szczyt Tarnica, który na pierwszy rzut oka skojarzył mi się - z tym krzyżem na wierzchołku - z Giewontem.
Cały czas dopisywała pogoda i piękne widoki również, tzn. dopiero ponad granicą lasu, ale warto było - nawet przy "lampie", która nie miłosiernie nas "oświetlała"- warto dla tych widoków, przepięknych panoram zapierających dech w piersiach dla kogoś kto pierwszy raz gości na Bieszczadzkich Połoninach. Jeszcze przed Szerokim Wierchem, gdzieś ponad granicą lasu można - oczywiście przy dobrej pogodzie - zobaczyć Połoninę Caryńską z najwyższym szczytem Kruhly Wierch (1297 m n.p.m.).
Na Tarnicę dotarliśmy ok. godz. 14:21, skąd mozna było podziwiać np.Halicz (1333 m n.p.m.) wraz z chmurami burzowymi gdzieś nad Ukrainą.
Po dłuższym odpoczynku wyruszyliśmy w drogę powrotną niebieskim szlakiem w kierunku wsi Wołosate, a następnie asfaltem na parking do Ustrzyk Górnych, gdzie dotarliśmy ok. godz. 18:00.
Było warto. Zdecydowanie polecam i Wielkie Dzięki współtowarzyszom podróży: Januszowi, Piotrkowi, Łukaszowi i Oli.
Żegnaj Tarnico i do zobaczenia znów....



